Podniosła się temperatura powietrza za oknem, co nie znaczy poprawy. Tak ogólnie poprawy, bo śnieg nie stopniał, ale powstała na powierzchniach nieodśnieżonych cienka warstwa lodu. Trzeba było chodzić ostrożnie, bo na muldach mogło być nieciekawie. Na odśnieżonych trotuarach też nie było bezpiecznie, bo wydawały się szorstkie, ale je również pokrywała niewidzialna gładź.
Wieczorem zaczął padać kapuśniaczek, który może w nocy zamarznąć i wiadomo co się stanie – gołoledź. Lata temu, bodaj w 1987 roku jechałem do pracy do Wielowsi 3 godziny. W trakcie eskapady zaliczyłem bliskie spotkanie z kopcem siana. Nie byłem stanie wyprostować toru jazdy i samochód skierował się prosto w pole. Po drodze spotkałem kilka samochodów, które stały w rowach. Oby jutro tak nie było, wprawdzie do pracy jadę nieco później, ale nie będzie to miało znaczenia dla warunków przejazdu. A może tylko marudzę, a rano okaże się, że asfalty są czarne i wcale nie śliskie.