Zaznacz stronę

Zaczynam trochę z prozą, bo jestem zobowiązany coś napisać. Całość fabuły mam w głowie, ale prawdę mówiąc, nie chce mi się dzisiaj już pisać więcej. Myślę, że wystarczy taka zajawka… przynajmniej mi to wystarczy.

Wędkarz pojawiał się na brzegu łowiska nie wiadomo kiedy, zawsze cichutko, grzecznie. Sprzęt miał lichy, lecz nie wywoływał pogardy wśród innych, którzy za swoje wędki zapłacili nieraz sporo. Budził uznanie, bo łowił same duże okazy, na dodatek wrzucał je z powrotem do wody. Indagowany przez wędkarzy, tłumaczył im, że łowi dla sportu i rozrywki.