Zaznacz stronę

Za mną rodzinna impreza urodzinowa Mateusza… za nami prawdę mówiąc, bo pojechałem do Szczerbic z Agnieszką. Jak zwykle miłe rozmowy, dobre jedzenie i świetne humory. Młodzież robi się coraz doroślejsza, wnuczki i wnukowie poważni, nie to co jeszcze kilka lat temu. No tak, bo to już jest młodzież, nie dzieci. Tych najmłodszych nie było, bo Magda jeszcze obawia się dłuższych wyjazdów.

Przede mną konieczność załadowania amunicji. W każdy niedzielny wieczór muszę zapełnić tygodniowy dozownik leków. Jest taka konieczność, bo jutro o świcie wyruszam na bój. Pierwszy dzień pracy po zwolnieniu chorobowym powoduje jakieś obawy, ale bez paniki. Przeżyję, bo mam sporo sił, a przede wszystkim wielką ochotę do wejścia na normalne tory działania.

Obym się nie wykoleił z tych torów…