Mija dzisiaj 17 rocznica zejścia śmiertelnego Czikity, czyli naszej jamniczki. Nie miała się z nami źle, bywała tu i ówdzie, bo stanowiła część naszej rodziny. Po niej nie chciałem już żadnego psa, z różnych powodów, a przede wszystkim dlatego, że nie wyobrażałem sobie lepszego futrzaka. To znaczy psa, bo były jeszcze koty, ale z nimi to inna historia, a poza tym stanowiły własność Magdy.
Dzisiaj upał jest niemożliwy do przeżycia, każdy ruch jest początkiem wylewu potu na skronie i plecy. Mało chodziłem, bo nie mam zamiaru wykończyć się fizycznie. Ta dobra przecież pogoda wakacyjna wcale nie wpływa pozytywnie na psychikę. Z tęsknotą patrzę na zegarek w oczekiwaniu na zachód Słońca. Może wtedy temperatur bardziej zbliży się do znośnej granicy.