Zaznacz stronę

Razem z postępami w dochodzeniu do pełni kondycji rozwiewa się widmo nudy. Do południa chwila spędzona w ośrodku zdrowia, taka miła pogawędka z panią doktor. Tym razem inną, bo moja pierwszego kontaktu ma wolne. Musiałem tam zjawić się, bo potrzebne mi było zlecenia na badanie krwi.

– Co miał pan robione? – padło pytanie.

– Nic specjalnie poważnego – odparłem.

– Właśnie czytam z wypisu – śmiech w tym momencie.

Potem wizyta Magdy i Patryka, wspólny obiad. Mniam, mniam! Apetyt dopisuje, więc powinienem pilnować, żeby nie dopisywać sobie kilogramów. To ważne, bo choroba i dotychczas pilnowana dieta sprawiły, że jest mnie mniej.

Ważną dzisiaj sprawą była szopka. Konkretnie popołudniu robiłem wielbłąda, kolejnego już, bo poprzednie nie satysfakcjonują mnie. Dzisiejszy jest lepszy, ale jutro zrobię jeszcze lepszego. Nie ukrywam, że mam z tym zwierzakiem kupę zamieszania. Jest trudny do uszycia, więc powinienem robić go, bo wiadomo – trening czyni mistrza, nawet w przypadku garbusa.