Do głowy przyszedł pewien motyw, taka bzdura, którą mogłem zignorować, ale zrobiłem inaczej. Zapisałem : Wieczór… pora na herbatę…Faktycznie była pora na herbatę, na jakiś posiłek. Tak powstał pierwszy wers, ale stał się zarazem początkiem ostatniej zwrotki. Potem dopisałem pierwszą zwrotkę, o taką:
Wieczór… w głowie istna sieczka,
Kłaść się nie chcę, bo za wcześnie,
Co, mam leżeć, myśleć, nie spać,
Stać się pościelowym więźniem?
Następna strofa powstała po dłuższym namyśle, nie w jakimś rozległym czasie, ale kilkanaście minut minęło. Dlaczego? Proste, chciałem coś jeszcze dodać, wyjaśnić powód picia tej herbaty. Być może to zrobię później, ale nie teraz, zaraz, więc druga zwrotka wygląda tak:
Wieczór… pora na herbatę,
Miodu dodam i cytryny,
Ciemność wisi nad mym światem,
Rozpatruję własne czyny.
Ten fragment wyraźnie pachnie rachunkiem sumienia. Jakieś czyny leżą mi na sercu albo na niedalekiej przeszłości. Sam nie wiem co, ale jeśli piszę, to niech to będzie miało jakiś sens poetycki. Pointa powinna wyraźnie podsumowywać wyrażone myśli, wątpliwości, a może grzeszki? Coś jeszcze muszę w tym miejscu wykoncypować, czasu nieco mam, bo tak faktycznie pory na spanie jeszcze nie odczuwam. Jednak pisać o niej mogę.
Wieczór… głowa idzie w parter,
Dni mijają, lata płyną,
A życie jest tyle warte,
Ile herbata z cytryną.