W dzień świętego Walentego wypada okazać jakiś gest miłości wobec najbliższych. Jakiś drobiazg przynajmniej. Nie wolno zapomnieć o sobie, bo przecież należy kochać bliźniego jak siebie samego.
Dlatego w ramach prezentu zlikwidowałem sobie jeden z wyrzutów na sumieniu. Od kilku tygodni nie działało jedno z gniazdek w kuchni. Przed tygodniem nawet kupiłem nowe i okazało się dzisiaj, że niepotrzebnie. Poluzował się jeden z kabli, widocznie był słabo przykręcony i stało się to przez częste wyciąganie wtyczek. Mam więc walentynkę, a nawet dwie. Jedna to spokój i satysfakcję z wykonanej reparacji, a druga to nowiutkie gniazdko, które będzie przez lata całe leżało i czekało na swoją szansę używania.