Zaznacz stronę

Czuję się tak, jakbym uczestniczył w takim zdarzeniu:

Poszedłem z rodziną do restauracji, która kusiła reklamami, że zjemy różnorakie pyszności, potrawy iście dworskie, a do tego zapłacę niewiele. Szarmancki kelner przyniósł jadłospisy, uśmiechał się i zachwalał dania. Zamówiliśmy, a on przyniósł na przekąskę pajdy chleba, do tego smalec i ogórki. Nie będę krytykować ich jakości, bo przecież na czekadełka nie przyszliśmy do renomowanego lokalu. Czekaliśmy dosyć długo, aż wreszcie pojawiło się jedzenie.

O zgrozo! Nie to było oferowane, nie to, co zamawialiśmy! Kelner nie podał nam rolad, steków i pieczeni z kaczki – zwyczajne łazanki z kapustą. Niby źle nie wyglądały, ale takie mogliśmy sobie zrobić w domu, no i nie w niedzielę. Kazałem zawołać kierownika, a ten powiedział bezczelnie, że zamówionych dań nie dostaniemy, bo poprzednia zmiana wyczyściła wszystkie zapasy. Zachęcał do zjedzenia łazanek i od razu zapewnił, że zapłacę połowę ceny. On obiecał, ale kelner przyniósł rachunek za pierwotne zamówienie, a do tego doliczył jakieś dziwne opłaty za niebyłe atrakcje i jeszcze konsultacje z szefostwem.

To wszystko jest wymyślone, ale powinno przypominać aktualną sytuację.