Zaznacz stronę

W ten sobotni, mroźny, ale słoneczny dzień wybrałem się do Tarnowskich Gór. Kończy się styczeń jak zwykle urodzinami Józka, trzeba go było odwiedzić na cmentarzu. Wierzyć się nie chce, że to już 9 lat minęło od jego śmierci. Mija czas pokolenia drugiej połowy XX wieku, czas wojowników o lepsze jutro, o chwile spokoju. Człowiek nieraz dopiero nad grobem bliskiej osoby zaczyna myśleć o przyszłości. Jaka mnie czeka? Czy w ogóle coś mnie czeka pozytywnego? Człowiek jest ponoć kowalem swego losu, ale nie zawsze jest to aksjomatem. Wielokrotnie trzeba swoje koleje losu wesprzeć działaniem drugiego człowieka.

Nie boję się przyszłości, moje obawy dotyczą tego, że staje się ona dla mnie obojętna. Takie stanowisko nie jest dobrym motorem do działania. Zdaję sobie z tego sprawę i staram się przełamać indyferencję… Oj! Zbyt mocno przedstawiam sprawę, trudno w moim przypadku mówić o apatii, tworzę, myślę pozytywnie o niedalekiej przyszłości, jednak brakuje mi zrywu, iskry. No tak, iskra pewnie by się znalazła, gorzej z odpowiednim paliwem.

Moje myśli nie są czarne, są efektem krótkiego przebywania nad grobem bliskich osób, a do tego dokuczliwego mrozu, który zmieszany z gwałtownymi podmuchami jest w stanie wywiać z głowy pozytywny nastrój. Urodziny na cmentarzu kończą się zwykle kacem moralnym.