Zaznacz stronę

Zniechęcenie jest naturalną reakcją psychiczną po niepowodzeniu, ale zaraz też stwierdzam, że sensu w niej nie ma ani krzty. Najlepiej odczekać parę chwil, postarać się na wypracowanie dystansu do faktów zaistniałych, a potem mobilizować siły. Ja do tego wszystkiego dodałem szczyptę obojętności i… dobrze na tym wyszedłem. Wychodząc z założenia, że w niedzielę się nie pracuje, odsunąłem całą akcję z szopką. Już wczoraj niewiele zdziałałem, ale na dzisiaj plan był jasny. Nie pracuję i koniec.

Z tym końcem było jednak inaczej, bo w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że może trochę przymierzę się do skrócenia tego, co mi w piątek wyszło zbyt wielkie. Naprawdę, chciałem tylko przyłożyć już zszyte elementy. Jasne! Tylko je przyszpiliłem, a skoro tak, to co szkodziło, żeby poświęcić trochę czasu i spróbować całość sklecić? W ramach dobrze pojętego relaksu, terapii zajęciowej.

Udało się, szopka jest prawie gotowa, to znaczy budynek. Poza tym udało się zwalczyć zniechęcenie, o zrelaksowaniu się też wspomnę, bo podczas pracy doznałem uczucia spokoju i satysfakcji.

Czy niedzielę mogę nazwać udaną? Jak najbardziej, liczę na to, że kolejny tydzień będzie także taki, zwłaszcza, że obiadowa wizyta Marty i Basi była udana.