Minął równy rok gwarkowskiej niedzieli, podczas której nie dosyć, że zmokłem chcąc zobaczyć pochód, to jeszcze wyczerpałem akumulator w aucie i nie byłem w stanie włączyć silnika. Dzisiaj też pechowo zaczął się tydzień, ale wszystko idzie ku lepszemu.
Z deszczem również przeżyłem przygodę. Pojechałem do Kamieńca kupić gaz do saturatora. W Zbrosławicach było suchutko, a w Kamieńcu lało jak z cebra, nie mogłem przede sklepem wyjść z samochodu, przesiedziałem kilka minut i nawet zastanawiałem się, czy nie wrócić do domu.
Jest już połowa września i należy liczyć się z przygodami pogodowymi. Cieplejsze ubranie również jest konieczne, bo jeśli nawet Słońce grzeje, to wiatr bywa zdradziecki. Nigdy dotąd nie przejmowałem się aurą, ale w obecnym stanie zdrowia wolę nie ryzykować.