Byłem na dłuższym wieczornym spacerze, chciało mi się, ale przede wszystkim czułem, że muszę, bo… mogę. Chyba już całkiem idzie ku dobremu. Człowiek ma coś w sobie, co nie powinno się utożsamiać z prymitywizmem, a mianowicie instynkt. Wielokrotnie zmuszamy się do pewnych zachowań, gdyż tak jest po ludzku, bo wprawdzie chciałoby się inaczej, ale trzeba działać zgodnie z kanonami wyznaczonymi kulturowo, naukowo, logicznie, tradycyjnie i jeszcze zgodnie z innymi czynnikami. Byle nie kierować się przeczuciem, albowiem tak nie robią inni ludzie, nie tak mnie nauczono, nie tak mi kazano.
Zgadzam się z powyższymi argumentami, ale nie do końca. Uważam, że nie wolno zrezygnować z tego, co nam dała natura, co dał nam Bóg. A Bóg dał nam nie tylko Biblię, ale coś najważniejszego, czyli właśnie naturę, z której powinniśmy czerpać umiejętności poznawcze, jej nie możemy się wstydzić, ale ją potęgować i wraz z wyżej wymienionymi czynnikami tworzyć własny wizerunek i całokształt zachowań.
Tak myśląc uskuteczniłem wieczorny spacer, nakazywały mi to chęci, siła fizyczna, chociaż rozum ludzki dyktował niechęć do marszu w otoczeniu minusowej aury.