Wtorek z wolna się kończy, a mnie prześladuje myśl, że czegoś nie zrobiłem, chociaż chciałem. Po krótkim zastanowieniu – olśnienie! Przecież rano kupiłem nasiona na kiełki. Przez cały dzień „jakoś się nie składało”, to znaczy, zapomniałem w potoku czynności ważnych i mniej ważnych oraz całkiem niepotrzebnych. Nie ma się co tłumaczyć, kajać bijąc w klatkę z piersiami. Trzeba to zrobić i już… i to już!!!
Tak, już zrobiłem. Nie trwało długo, jak można było nie znaleźć dziesięciu minut na wysianie brukwi i gorczycy. Szkoda gadać, jestem okropnym oszołomem. Teraz zastanawiam się nad tekstem, a przynajmniej jego początkiem. Wypadałoby coś napisać chociażby dla uspokojenia wyrzutów sumienia.
Czekam tak jak w poczekalni pacjent,
Wbity w niewygodne czasu krzesło,
Czekam, aby mi przyznano rację,
Że na diabła jest ta cała przeszłość.
Nie wiem, jak ją wziąłem w posiadanie,
Podejrzewam tutaj jakiś draństwo,
Brudny worek ze starym ubraniem,
Jak się mogłem dać oszkapić łatwo.
Ubranie jest pewnie z prawdy o mnie,
Człapie za mną zawstydzona, naga.
W przeszłości działałem nieprzytomnie
Mając w duszy moralny bałagan…
Sam nie wiem, o co mi chodzi? Jakąś spowiedź prowadzę? Z tym moralnym bałaganem wyraźnie przesadziłem, a idąc tokiem myśli związanej z kiełkami, powinienem stwierdzić, że zasiałem… niepokój. Wystarczy na dziś, jutro skończę, rano będzie bardziej optymistycznie.