Nowy tydzień pracy… bez przesady! Nie dla mnie, jeszcze nie tak prędko będę mógł, a raczej musiał maszerować do swoich obowiązków. Dla rekonwalescenta tydzień pracy oznacza delikatne włącznie się do życia społecznego. Od rana coś działo się wokół. Agnieszka pomogła mi załatwić pewną sprawę urzędową, nie chcę nawet wspominać o sytuacji, bo zaraz mnie mdli, ale załatwione jest i niech tak zostanie. Kilka telefonów o różnym natężeniu ważności, a jeden interesujący. Jest propozycja stworzenia nowego oratorium dla przecudnego miejsca w Polsce. To sprawa niby odległa, ale trzeba się przygotować duchowo i zaciągnąć nieco informacji na zadany temat. Przede wszystkim powinienem skończyć dla Zbrosławic.
Popołudniu wizyta Szymona z Basią, lubię takie wizyty, bo są przerywnikiem w monotonni mojej egzystencji. Szymon doprowadził do porządku mój nowy laptop, bo sam nie dałem rady. Jest dobrze.
Aha! Skończyłem wczoraj rozpoczęty tekst. Zakończenie trochę odbiega od zamysłu, ale też jest nieźle.