Zaznacz stronę

Siedzę i coś usiłuję skończyć… Ktoś złośliwy może powiedzieć, że najpierw powinienem coś zacząć. Tak źle nie jest! Mam rozpoczęte różne przedsięwzięcia i prawdopodobnie to stanowi przeszkodę, żeby cokolwiek doczekało się finału. Sroki ciągnięte za ogon nie odfruną, ale satysfakcja z tego jest nijaka.

Przed momentem za oknem usłyszałem głośniejszy warkot silnika. To przejechał kombajn, a ja dopiero teraz uświadomiłem sobie, lato jest czasem żniw. Przypominam sobie dawne, jakby prehistoryczne czasy, kiedy do żniw wychodzili mężczyźni z kosami. Ciekaw jestem kto obecnie potrafi obchodzić się z kosą, pewnie tylko śmiertka. Pamiętam jak za czasów mojej młodości zbieranie plonów zaczynało się od klepania kos. To była sztuka, nie wszyscy we wioskach robili to perfekcyjnie, a ostre narzędzie w pracy polowej było połową sukcesu w sprawnym zakończeniu cięcia zboża.

Zaczynam się już niecierpliwić. Lipiec się kończy, ja kończę chorobowe… O! Przed momentem marudziłem, że niczego nie kończę, kończę chorobowe, to też sukces.