Nie wiem, czy nazwać problemem tak od razu, ale niech tak będzie. Myślałem, że tekst skończę, ale tylko myślałem. Minęła niedziela, a ja nie potrafiłem dopisać pointy, zresztą jak zwykle. Tym razem jednak powód był taki, że w ramach zabicia czasu zabrałem się za szycie szopki. W efekcie czas przeleciał, a zwrotki czekają, bo teraz mi nie chce się pisać. Może później, przed północą?… Aha, na pewno!
Ciemność nadeszła, bowiem Ziemi czaszka,
Wciąż się obraca i chwała jej za to.
Nocny błogostan za okami nastał,
Pora, by wreszcie odpoczynek zacząć.
Choć nocy środek i wygodna pościel,
Sen nie nadchodzi, omija mnie bokiem,
A Księżyc gładzi cieniem po zaroście,
Ukradkiem wnika z uchylonych okien,
Szepty płynące z mroków spod podłogi
Przędą wspomnienia, wizje różnorodne,
Jak głosy przodków z głębi chłodnych mogił
Chcące się wtulić do umysłu objęć.