Agnieszka namówiła mnie na pójście do TCK-u na koncert. Bez większego zmuszania zgodziłem się, bo trzeba nieco bywać w świecie powiatu, łapać dobre fluidy artystyczne.
Poszliśmy, właściwie to pojechaliśmy na koncert TG-bendu. Nie żałuję, że zgodziłem się, bo grali dobrze, wokalistki i wokaliści urzekli kunsztem wykonawstwa, a zespół był w dobrej formie. Wykonywane światowe szlagiery urzekały interpretacją. Jedno, czego mi brakowało, to polskiego akcentu. Mogli się postarać o jakieś dwa utwory w języku ojczystym. Szkoda, ale to nie ujmuje artyzmu, tylko jest dla mnie niezrozumiałe. Wszak można teksty angielskie przetłumaczyć, przynajmniej dwa, no jeden. To w dobie sztucznej inteligencji nie sprawi żadnego kłopotu.
A tak poza tym było świetnie, na luzie, lekko i karnawałowo.