Dawno, dawno temu napisałem takie opowiadanie. Wklejam je dzisiaj ze względu na Niedzielę Palmową.
Sen pastuszka
Pastuszek usiadł w kucki przed ogniskiem, okrył się pledem i miał zamiar uciąć sobie drzemkę. Cały wieczór pilnował stada, teraz zasłużył na chwilę odpoczynku, niech inni doglądają owiec. Zbliżała się północ, gwiaździste niebo rozświetlało horyzont, na którego tle majaczyły zabudowania Betlejem. Było chłodno, a ognisko jakby z lekka przygasało więc wrzucił kilka suchych gałęzi. Zaraz zrobiło się milutko, palące się drewno syczało, sypały się snopy iskier aż do nieba. Uśmiechnął się pastuszek, bo zdawało mu się, że warkocz iskier przyczepił się do jednej z gwiazd, która ni to spada, ni to krąży po niebie. Powieki zaczęły mu ciążyć, ziewnął tylko i zasnął. Niesiony na skrzydłach snu znalazł się dużym mieście. Czy dobrze mu się zdaje? To jest Jerozolima, a on jakby o wiele starszy stoi w tłumie przed pałacem namiestnika Piłata. Ktoś jest publicznie sądzony, jakiś buntownik. W cierniowej koronie na głowie stoi i nic nie mówi, tylko wzrok spuścił. Teraz jest mu pewnie wstyd, a przedtem opowiadał, że jest Synem Bożym i Królem Izraela!
– Ukrzyżuj go – tłum krzyczał, a pastuszek też się darł wniebogłosy.
– Nie jestem winny krwi tego sprawiedliwego, to wasza rzecz – powiedział Piłat i umywając ręce skazał buntownika na śmierć.
– Krew jego na nas i na dzieci nasze! – krzyknął pastuszek, a wtedy poczuł, że ktoś go szarpie za ramię, odwrócił głowę i ….
Przebudzony z otwartymi jeszcze w krzyku ustami, a może rozwarł je ze zdziwienia, bo zobaczył anioła.
– Zabierz swoich kompanów i biegnijcie do szopy, bo Zbawiciel się nam narodził – rzekł anioł.
Na niebie, nad Betlejem wciąż krążyła gwiazda ciągnąc za sobą warkocz iskier.