Miała być deszczowa pogoda, a tymczasem prawie przez całą niedzielę świeciło Słońce. Dopiero pod wieczór pokropiło, ale nie wiem jak bardzo. Zdążyłem uciec z Parku Repeckiego, w odpowiedniej chwili. Byłem tam na spacerze, bo przecież nie mogę cały dzień siedzieć i dłubać ze sznurkami.
Bez przesady z tym dłubaniem! Nie szyłem całą niedzielę, coś napisałem, coś przeczytałem, lecz faktem jest, że przy tych czynnościach raczej trudno się ruszać. Chodzenie stanowi podstawę mojego treningu, im więcej spaceruję, tym lepiej się czuję, a to przecież mam na celu.
Jutro dzień pracy, chciałbym przeżyć go spokojnie. Wprawdzie nic się nie zanosi na sensacje, ale wszystko jest możliwe. Podstawową sprawą jest wyspać się i w ten sposób nabrać ochoty do wysiłku. Czasami jednak majaki senne robią psikusy i przenoszą człowieka w świat kompletnego absurdu. Dwa razy pod rząd śniła mi się praca w rzeźni… indyków. Nawet zamierzałem rozpocząć wychów tego ptactwa w jakimś pustym biurze. Za drugim razem rzeźnia umiejscowiona była w mojej podstawówce. To była cudowna szkoła, nigdy bym jej nie porównał do rzeźni. Jeśli dzisiaj takie motywy z indykami nawiedzą mnie w łóżku, to chyba zajmę się tym biznesem.