Zaznacz stronę

Ponuro, nie dosyć, że zimno to jeszcze deszczowo, nijako. Gdyby nie świeża zieleń panująca w widoku przez okno, pomyślałbym o jesieni. Do tego rozchwianie nastrojów moich i aury też. Mnie nic nie udawało się zrobić, do czego bym nie podszedł z ochotą nawet, za moment wydawało się pracą Syzyfa. A z pogodą, to szkoda gadać! Wyruszyłem w teren, żeby przynajmniej trochę pospacerować, a za moment zaczął padać deszcz. Co było robić, wsiadłem do auta, ujechałem kilkadziesiąt metrów i… koniec opadu. Znowu przystanąłem, to deszcz znowu mnie pogonił.

Przypominam sobie, że w ubiegłym roku było weselej, a przede wszystkim bardzo pogodnie. Mateusz i Patryk przyjechali po mnie do Przemyśla, bo skończył się pobyt w szpitalu u św. Ojca Pio. Wtedy zwiedziłem nieco centrum miasta, bo musieliśmy coś zrobić z czasem czekając na wypis. Obiecałem sobie, że wrócę tam kiedyś, gdy będzie już wszystko w porządku ze zdrowiem. Jeśli obiecałem, to muszę wykonać, ale nie dzisiaj, bo w tak ponurym nastroju nawet marzenia nie mają tej wartości co zwykle.