Zaznacz stronę

Nie tak wyobrażałem sobie koniec września. Mam na uwadze pewne cele twórcze, myślałem, że przynajmniej jedną sprawę zakończę, ale nic z tego nie wyszło. Niby nie ma problemu, a jednak pozostaje jakiś niesmak, niedosyt i niezadowolenie z samego siebie.

Koniec każdego miesiąca to w moim przypadku moment pisania rozliczenia, wystawiania rachunku. Niby nie ma problemu, a zwykle coś sknocę, zapomnę wpisać poprawnie godziny pracy i w konsekwencji robię poprawki. Można stwierdzić, że nie sprawia to zbyt wiele zachodu, lecz nie lubię mieć na głowie zaległości lub myśleć o korektach. Taki dyskomfort psychiczny.

Dzisiaj skończyły się kawy, czyli ta mielona i ta rozpuszczalna. Niby nie ma problemu, bo Agnieszka zawsze dba, żeby był zapas ziarnistej. Jednak ambaras się robi, gdy brakuje zmielonej w młynku, a jest wczesna pora. Wtedy kawy nie zrobię, bo młynek hałasuje. Dlatego też postanowiłem kupić ją i oczy otwarły mi się przy kasie. Jeśli ktoś powie mi, że wszystko tanieje w sklepach, to umrę ze śmiechu.