Powinienem zadać sobie pytanie, czy jestem zadowolony? I tak i nie. Nareszcie wykonałem wielbłąda, który przypomina to zwierzę i nie wywołuje salwy śmiechu i kpin. I to powinno mnie zadowalać, ale jest jeszcze mroczna strona sukcesu. Wielbłąd jest daleki od ideału, który sobie wymyśliłem. Wprawdzie pasuje wielkością do figurek ludzkich, ale jest jakby w innym stylu. Zapewne jeszcze niejeden egzemplarz powstanie spod igły, ten jednak będzie wzorem rozmiarów.
Poza wielbłądem nic mnie nie interesuje, jestem rozkojarzony przed jutrzejszą uroczystością szykowaną ku czci moich przeżytych lat. Myślę, że jeśli tyle przeżyłem, to jeszcze i tę imprezę też jakoś przetrwam. Pewnie będzie wesoło, co zapewnią młodsi członkowie mojej rodziny bliskiej i najbliższej.