Zaznacz stronę

Aura nie zmienia się, stojący słup gorącego powietrza zniechęca człowieka do ruszania się. Muszę się ruszać, muszę chodzić, bo to leży w mojej naturze, jest zapisane na twardym dysku w głowie. Robiłem krótkie dystanse, ale kiedy zbliżył się wieczór – poniosło mnie w świat. Jakiż to świat! Raptem Tarnowskie Góry. Najpierw odwiedziłem bliskich, ale dalekich, bo w zaświatach. Niższa nieco temperatura nie tylko mnie skusiła wieczorową porą do spaceru pomiędzy grobami. Ludno może nie było jak w jakieś nadzwyczajne święto, ale jednak sam nie snułem się po nekropolii.

Potem zajechałem do centrum miasta. Zaparkowałem na ulicy Gliwickiej tuż przy Rynku. Kiedy hamowałem przed stanowiskiem rzucił mi się w oczy pewien przepocony osobnik z reklamówką zwiniętą pod pachą. Podejrzewałem kto to może być.

– Nie będę cyganił – zwrócił się do mnie. Wtedy już wiedziałem, że nie pomyliłem się. – Został mi jeden papieros, nie mam pieniędzy, a napiłbym się piwa.

Zacząłem się śmiać, a potem dałem mu 4 złote i spytałem, czy wystarczy. Podziękował i zaraz skierował swe kroki do pobliskiego sklepiku.

Gdyby nie ta upalna pogoda, pewnie bym go zbagatelizował, ale w temperaturze powyżej 30°C serce robi się bardziej miękkie, człowiek staje się litościwy. Przynajmniej w moim przypadku. Poza tym trzeba bliźniemu pomagać nawet w problemie piwnym, zwłaszcza kiedy samemu się tego trunku nie konsumuje.