Mam za sobą pierwszy kamień milowy do kardiologicznego celu. Dostałem dzisiaj zaświadczenie, że od strony dentystycznej wszystko jest jak należy. Nie ukrywam, że jeden z kamieni spadł mi z serca. Nigdy nie lubiłem wizyt u dentysty, nie były mi potrzebne, ale obecnie bagatelizowanie problemu byłoby głupotą.
Wczoraj pisałem, że nic mi się nie chce. To prawda, mógłbym coś zdziałać, ale czuję się jakbym w myślach nosił kamień. Nie twierdzę, że ciężko myślę, nie! Z trudem przychodzi mi połączenie i skoordynowanie myśli z aparatem ruchowym. Dlatego wypisuję brednie takie, jak wczoraj, gdyż krótka spowiedź może mnie zaktywować.
Nie ma nic bardziej wrednego jak mały kamień w bucie. Każdy zapewne odczuł wielokrotnie taką uciążliwość podczas marszu. Nie wiem skąd biorą mi się codziennie kamyczki w butach, drobne, ale kilka naraz. Trudno mi podejrzewać kogoś o złośliwe powodowanie podprogowej tortury.