Tak piszę jakby mnie nie było. Byłem cały czas i to świadomie. Na temat świadomości można by dyskutować, bo w środę odfrunąłem znacznie, ale w ramach umiejętności sympatycznej anestezjolożki. Do krainy trzeźwych wróciłem po kilku godzinach, sama operacja miała trwać 6 godzin, a jak było faktycznie, tego nie wiem. Cieszę się, że mam ten problem za sobą, bo przyznam, że było ciężko żyć. Teraz dojście do odpowiedniej kondycji jest po mojej stronie. Rehabilitacja też nie może być zbyt intensywna, bo zastawka niby nowa w sercu, ale ono jednak stare. Myślę optymistycznie.