Zaznacz stronę

Pod wieczór pojechałem do Tarnogórskich Gór, tak bez celu na spacer. A…! Cel miałem, chciałem pochodzić po miejscach młodości, a właściwie po miejscach dzieciństwa. Konkretnie celowałem na park na Galenbergu. Młodość moja, ta bezpośrednia po dzieciństwie przebiegała bardziej w centrum miasta, a potem we Wrocławiu.

Nie o dzieciństwie i młodości chcę napomknąć, ale o pewnym zjawisku. Po spacerze na Osadzie Jana, pojechałem do centrum i zaparkowałem samochód przy kościele farnym, na ulicy Jana Nowaka. Wróciłem po pół godzinie i… nie potrafiłem otworzyć samochodu pilotem kluczyka. Nie nazwałbym tego zjawiskiem, gdyby podobna sytuacja nie zdarzyła mi się kilka tygodni temu i też przy farze, ale po drugiej stronie kościoła.

Co to może być? Jakieś zewnętrzne impulsy chyba, bo przecież nie czary albo wpływy sił nieczystych.