Mieliśmy dzisiaj rodzinną wizytację obiadową, tak jakoś wyszło, że trzy niedziele z rzędu spędzamy z kolejnymi rodzinami naszych dzieci.
– Kogo przywiozłeś do nas na obiad? – zapytałem Witka.
– Mamę i tatę – odpowiedział wnuczek bez zająknięcia.
Chyba faktycznie tak było, bo chłopak jest rezolutny i pełen radości. Zaraz po wejściu do mieszkania upomniał się o zabawki. Zbudował z klocków ciekawe konstrukcje za pomocą prostego mechanizmu jakim jest ojciec.
Pod wieczór pojechałem do Tarnowskich Gór, trochę pochodzić. Pogoda nie sprzyjała długiemu włóczeniu się w celach pozyskania motywu jakiegoś tekstu. Wymyśliłem tylko to, co poniżej. Jedną zwrotkę napisałem, więcej mi się nie chce.
Po pustym mieście wiatr grasuje
I smaga mokrym chłodem okna,
Wciska się w ulic każdą dziurę,
Zraża do siebie kogo spotka.