Są w kalendarzu święta, są uroczystości, są wszelakie okoliczności, ale są także dni szczególne. Takim jest właśnie Dzień Babci, a dla naszej rodziny dodatkowo jeszcze imieniny Babci Agnieszki. Niby taki sobie dzień jak co dzień, ale miły i pełen wzruszeń.
Ja poznałem tylko Babcię mieszkającą w Londynie. Wprawdzie po wojnie to i dziadek tam mieszkał, ale niestety umarł na początku lat sześćdziesiątych. Tak wygląda moje wspomnienie po rodzicach Mamy. Od strony Ojca tego wspomnienia jest jeszcze mniej, bo oboje jego rodzice umarli przed moim narodzeniem. Mogę ich teraz odwiedzać na cmentarzu w Piotrowicach po czeskiej stronie Olzy.
Jak wcześniej napisałem, Babcię z Londynu poznałem, bo przyjeżdżała do nas, do Tarnowskich Gór i była jedną z wielu osób, które nauczyły mnie co znaczy patriotyzm. Uciekała przez zieloną granicę do Dziadka, który jako komandor RP został w Anglii. Bardziej obawiała się komunistów, niż hitlerowców, dla których w czasie wojny była Polką przeznaczoną do likwidacji. Pamiętam ją jako osobę dystyngowaną, pewną siebie panią, żonę komandora, zastępcy dowódcy dywizjonu polskich kontrtorpedowców. Niby surowa, ale pełna humoru, dowcipna… łza się w oku kręci.