Czekałem miesiąc i już wątpiłem, że kiedykolwiek ją zobaczę. Takie mroczne wizje powodował stan zdrowia, choroba zwykle wpływa ponuro na myśli człowieka. Przypuszczałem, że w tym tygodniu nadejdzie i nie zawiodła mnie intuicja. W skrzynce na listy znalazłem awizo, ale nie od razu udałem się na pocztę, bo listonosz dopiero po jakimś czasie wraca do punktu wyjścia. Po obiedzie pojechałem i dostałem do ręki coś, co zagwarantuje mi byt do końca życia. ZUS przysłał decyzję emerytalną, a razem z nią wyliczenie mojego comiesięcznego finansowania, państwowej rekompensaty za długie lata pracy. Już teraz jestem prawdziwie wolny, pracować mogę, ale nie muszę! Oby tak było jak najdłużej.