Harmonogram ćwiczeń jest tak ustawiony, żeby nie zamęczać pacjentów. Jest to logiczne, bo przecież nie przygotowujemy się do igrzysk, ale do normalnego funkcjonowania. Do tego popołudniami i wieczorami można spacerować do woli po Parku Repeckim. Muszę się zastanowić nad moją aktywnością, bo wydaje mi się, że przesadzam z chodzeniem. Robię codziennie już tyle kroków, ile przed wykryciem zmian patologicznych. Nie wpływa to ujemnie na stan fizyczny, daje jednak znać w formie wzmożonego apetytu, co nie chciałbym, żeby dało efekt w formie przyrostu wagi ciała. Na razie nie jest źle, bo ubywa mi kilogramów systematycznie, bez brawury. Nie zamierzam zagłodzić się jak anorektyk, jeśli mam ochotę na dodatkowe jedzenie, to sobie nie odmawiam.
Wczoraj nie odmówiłem sobie krówek. Taką miałem potrzebę, więc kupiłem i bez skrepowania zjadłem… kilka. Nie, nie wszystkie, dosłownie kilka i tym słowem nie ukrywam prawdy o obżarstwie słodyczami. Po tej niewielkiej ilości odłożyłem resztę i wcale nie miałem ochoty na więcej. Być może znowu dzisiaj dopadnie mnie głód cukrowy po serii ćwiczeń. Nie obawiam się tego, że zacznę przesadzać w konsumpcji. Zbyt dobrze mi jest i fizycznie, i psychicznie w świadomości, że pozbywam się nadmiaru tłuszczu.