Mam zwolnienie chorobowe, nie buntowałem się zbytnio, dałem się przekonać. Zdrowie jest ważniejsze od marzycielskiego wmawiania sobie siły tytana. Czas zaczął biegnąć innym tempem, tak mi się obecnie wydaje. Co się wydarzyło, co dało konkretne skutki nie nazywam porażką, nie przegrałem życia, ale wybrałem drogę do lepszego. Czuję się jakbym zbudził się i otrząsnął z ciężkiego snu, wszystko wydaje się być mniej dokuczliwe, a życie idzie dalej, Ziemia obraca się a tę samą stronę. Nie… a no właśnie, zamierzam unikać zaprzeczania, powinienem nastawić się na pozytywne ustosunkowanie do przyszłości. Do każdej przyszłości, czyli tej odległej o czubek nosa i tej wyglądającej zza horyzontu.
Życie posiadam jedno, wyborów jego ukierunkowania jest mnogość. Mam w czym wybierać, obecnie nadszedł moment na rozsądek i myślenie o sobie. Tym bardziej, że chociaż brzmi to egocentrycznie, jest w konsekwencji dbałością o najbliższych. Oni też mnie pragną, też wiążą jakąś przyszłość. Wolą się nawet za mną pokłócić, niż przynosić mi kwiatki na grób.