Zaznacz stronę

Dzisiaj zaplanowaliśmy dzień bez jazdy naszym samochodem. Pojazd stał i stoi nadal w podziemiach kwatery, a my jeździliśmy po Wrocławiu autobusami i tramwajami. Głównie jednak chodziliśmy, co ma odzwierciedlenie w kondycji nóg. Nie wiem, czy bolą, bo nie odczuwam dolegliwości, ale jestem pewien, że jutro może być różnie i to raczej z tendencją do narzekań.

Komunikacją miejską jeździ się świetnie, najpierw jednak trzeba nauczyć się korzystania. Kupienie biletów całodobowych nie wymagało większej koncentracji umysłu przy automacie. Przed nami zaopatrywały się jakieś panienki nastolatki i szło im gorzej. Posiadanie biletów nie jest jeszcze równoznaczne z jazdą w odpowiednim kierunku. W tej materii dochodziło do zgrzytów, bo obecna numeracja linii zdecydowanie odbiega od tej, którą znamy z przeszłości. Nie obeszło się bez zwiedzania zakamarków Wrocławia, miejsc odległych od zaplanowanych.

A przede wszystkim celem było zwiedzenie Uniwersytetu Wrocławskiego. Jest tam kilka obiektów, których widok zapiera dech w piersiach. Oratorium Marianum, czyli sala koncertowa błyszczy tak dosłownie, że usłyszeć można mistrzowskie wykonania utworów wielu artystów tam muzykujących. Aula Leopoldina poddana konserwatorskim zabiegom stanowi obiekt, z którego nie chce się wychodzić. Ileż to lat temu tam właśnie otrzymałem dyplom lekarza weterynarii. Potem udaliśmy się na Wieżę Matematyczną, z jej tarasu podziwialiśmy panoramę miasta.

Następnie tramwaj zawiózł na na pl. Grunwaldzki. Musiałem odwiedzić mój Wydział Medycyny Weterynaryjnej. Agnieszka zrobiła mi zdjęcie i mam pamiątkę.

Nie chcę opisywać całego włóczenia się po mieście, bo prócz zmęczonych nóg miałbym również wyczerpane palce od klepania po klawiaturze.