Zaznacz stronę

Nie lubię, wprost nie cierpię, gdy jestem zmuszany do robienia czegoś. Oczywiście co innego jest konieczność wykonywania obowiązków. Wtenczas przełożony wymaga wykonania czynności, ale w tej sprawie także istnieje wątła granica. Wymagający może przesadzić z rygorami i wtedy praca staje się męczarnią.

Sam również staram się nikogo nie zmuszać, bo reakcje wychodzą z tego odwrotne od założenia, a ile jest z tego powodu niesnasek! Szkoda gadać. Poza tym niezbyt operuję mechanizmami rygorystycznego przekonywania. Zwykle bardziej popadam w stress, niż delikwent, z którym mam problem.

Najgorzej wychodzi mi zmuszanie samego siebie. Ileż znajduję argumentów, ileż jest powodów, żeby robić coś innego. Dzisiaj jednak przełamałem własną krnąbrność, zrobiłem… nie, zacząłem uzupełniać zaległości. Przede wszystkim wyperswadowałem sobie, że praca nad nimi wcale nie jest przykra. Myślę, że już nie będę się zmuszał, ale z przyjemnością (Janek, Janek nie przesadzaj!) dokończę dzieła.