Zaznacz stronę

Napadało śniegu przez noc, zrobiło się prawdziwie zimowo. A jak ma być w styczniu! Rano usunąłem zimowy puch na tyle, żeby dojść do garażu, żeby nie brnąć przy domu i nie nanieść zmrożonego opadu do domu i do wnętrza auta. Można stwierdzić, że działałem na próżno, bo padało nadal. Nic bardziej błędnego! Przecież zawsze lepiej spychać śnieg dwa razy, ale mniejsze warstwy.

Zrobiło się ślisko, odczułem to na własnych plecach. Wywinąłem orła przy kościele, bo śpieszyłem się, żeby wyłączyć światła w samochodzie i zabrać zapomnianą komórkę. Plecy bolą, głowa mniej… nie, głowa wcale. Czuję się pobijany, lecz źle nie jest. Ruszam się normalnie. Nawet pojechałem z Agnieszką na koncert do kościoła na Galenbergu. Takie charytatywne granie zespołu cygańskiego.

Mija niedziela, nie jestem zbyt zadowolony, bo jutro dostanę wycisk w pracy. co zrobić, takie są koleje losu.