Żadne to zaskoczenie, żadne zdziwienie, tak było również za komuny. W Niedzielę Palmową wszystkie sklepy były otwarte. Mało tego, ha, ha! Można było w nich zrobić zakupy, ale poważnie i do rzeczy mówiąc, skorzystaliśmy z tego. Faktem jest, że nie lubię w niedzielę szlajać się po sklepach, galeriach handlowych itp. Rzeczywistość jednak podyktowała rozsądnie podejść do sprawy. W Wielkim Tygodniu nie będzie czasu na zakupy, a potrzeby są. Pojechaliśmy do Gliwic i w Forum załatwiliśmy to, co mieliśmy zaplanowane. Aga kupiła spodnie, a ja śliczną kurtkę wiosenną i koszulę polo.
Wiem, że w Niedzielę Palmową powinno się zacząć kontemplować wydarzenia, które miały miejsce w Jerozolimie. Bardziej po katolicku musiałbym pójść na Gorzkie Żale. Przeważyło profanum, chęć wyglądania ładniej na Wielkanoc.
Potem, czyli zaraz po zakupach w Gliwicach pojechaliśmy do Tarnowskich Gór na jarmark. Trafiliśmy akurat na sam koniec handlowej imprezy. Nie mogę w pełni odnieść się do jakości i trafności oferowanych artykułów, lecz to co widziałem skłania mnie do stwierdzenia, że tracimy istotę Świąt Wielkanocnych. Niewiele napotkałem ozdób związanych z sacrum. Może się mylę, bo przyjechaliśmy za późno. Oby tak było.
Sam nie jestem bez grzechu, bardziej zadbałem o wygląd, niż o duchowość. Jednak pomyślałem, żeby na rezurekcję ładnie się ubrać, a co mają wspólnego ozdoby z jarmarku do Wielkanocy? Przecież to nie jest narodzenie zajączka wielkanocnego.