Rzadko się zdarza, ale jednak zjawisko występuje w mojej psychice. Ni z tego, ni z owego wpadam w stan niechęci do działania. Nic mi się nie chce, ale coś w sumieniu gryzie, coś co powoduje nasilenie awersji twórczej. Siadam, zaczynam pisać i nic, nawet początek, który wydawał się niezły traci sens. Zabieram się do pracy nad postaciami do szopek i… to samo! Ulatują ze mnie aktywność jak powietrze z przebitej opony w aucie (obym tego nie wykrakał!), siadam i popadam w tan nijakości.
Jest na to lekarstwo, innego nie znam. Trzeba przełamać niechęci i zrobić coś, co da człowiekowi satysfakcję. Dzisiaj udało się w 100%. Pod wieczór udałem się do siłowni i przełamując także niechęci do wysiłku fizycznego, potrenowałem nieco i teraz mam ochotę do wszystkiego, a najbardziej na sen.