Zaznacz stronę

Przechodzę w sferę weekendowego odpoczynku. Robię tylko to, na co mam ochotę. Przed godziną wróciłem z siłowni, tam też nie zmuszałem się do niczego, co nie znaczy, że kontemplowałem zmagania innych osób.

Przed momentem zachciało mi się pisania tekstu, więc nagryzmoliłem to:

Kiedy podpieram głowę ciężką,

A dusza spływa w rejon skarpet,

Zaczynam myśleć nazbyt często,

Ile jest me istnienie warte.

Czy to kroplami potu zmierzę,

Ilością ubrań wyświechtanych,

Może rysami na karierze,

Gdy byłem na pożarcie dany.

A w tym momencie przestało mi się chcieć i tyle! Jutro o świcie napiszę resztę… Jeśli będzie mi się chciało.