Właściwie nic się nie dzieje specjalnego. Dzień monotonny, niby słoneczny, ale chłodny, wokół nuda sierpniowego końca. Młodzież zapewne już nerwowo spogląda na przybory szkolne, w duchu liczy ostatnie dni przed początkiem roku szkolnego.
Wybieram się z Szymonem na siłownię, gdyby nie on, pewnie drapałbym się po głowie i myślał, co by zrobić z niechęcią do wszystkiego. Doszedłem do wniosku, że napiszę jakiś tekścik prosty, może z lekkim sensem, mało skomplikowany stylistycznie, ot tak dla siebie, dla własnej satysfakcji, żeby tylko uspokoić sumienie. No i napisałem, ale bez pointy, bez ostatniej zwrotki, którą muszę przemyśleć.
Gdy nienawiści moc wokół,
Strzelają nawet spojrzenia,
Stąpamy po bagnie w mroku,
Powiedzieć – dość!- sił nikt nie ma.
Nikt nie ma również ochoty
Przemilczeć własną głupotę,
Licząc na słów brudnych dotyk,
Nieważne co będzie potem.
A może by tak cichaczem,
Ktoś, kto się wcale nie boi,
Bez zasług ktoś i odznaczeń
Ziemię poezją rozbroił?
Poezją można też walczyć,
Niech eksploduje jak szrapnel,
Wymierzyć dobrze wystarczy,
Na pewno wroga gdzieś złapie.