Wiadomo, co robi się w szpitalu, przede wszystkim diagnozuje i leczy pacjentów. Chorzy sami nie leczą się, raczej istnieją jako osoby bierne w akcie terapeutycznym. To powoduje bezruch fizyczny i psychiczne, a w konsekwencji poczucie beznadziejności. Mam ten komfort, że towarzyszy mi laptop, który pozwala na wyżycie się twórcze. Ostatnio w Zbrosławicach nie miałem na tyle czasu, żeby sklecić w jeden dzień kilka tekstów. Teraz w szpitalu mogłem tego dokonać. Utworki raczej smutne, ale udziela się atmosfera. Mało kto na oddziale kardiologicznym żarty sobie robi, przyznam, że tylko ja.
Jeden z tekstów przytaczam poniżej. Uważam, że nie jest skończony, brakuje mu silniejszej pointy. Pewnie jeszcze dzisiaj uporam się z tym.
Szpital… to słowo w wypowiedzi krótkie,
W realiach mury, personel i sprzęty,
A także chorzy połączeni smutkiem,
Długa litania do jeszcze nie świętych.
Ptak z przetrąconym skrzydłem nie pofrunie,
A także mucha ogłuszona klapką,
Ludzka choroba nie pozwala unieść
Tego, co w zdrowiu przychodziło łatwo.
Świątynia bólu i cichej nadziei,
Że operacja kroplówka lub zastrzyk
Jak czarodziejską różdżką los odmieni
I każdy pacjent za okna się patrzy.
A za oknami muchy i gołębie
Zadowolone ze swych zdrowych skrzydeł,
Mogą się rzucać na wolności głębię,
Czerpiąc ze zdrowia korzyści prawdziwe.