Już chciałem napisać, że zmarnowałem sobotę, ale w porę przyszła refleksja. Trafniej będzie określić, że rozgrzebałem tekstowo i to w minimalnym zaangażowaniu. O poranku skupiłem siły na kulturze… fizycznej. Potem jakoś nie potrafiłem skoncentrować myśli na nowym tekście i powstały strzępy zwrotek. Jest tak jak w tym fragmencie:
Kiedy się historia strzępi,
Może kogoś mam potępić,
Lecz im dłużej w myślach grzebię,
Wniosek mam, że tylko siebie.
Pogoda w sobotę postrzępiona. Trochę słońca, ale niebo bardzo zachmurzone i co chwila pada deszcz.