Zaznacz stronę

Wczesnym rankiem miałem stanowczy zamiar pospacerować w terenie, wszak jest sobota, ulubiony dzień, kiedy można robić co się chce, a nie co się musi. Na zamiarze skończyło się, bo przeszkodził obfity deszcz. Mnie on nie przeszkadza, ale pod warunkiem, że mam parasol. Niestety wyjechałem za Zbrosławice i lunęło, a parasol, który zwykle niepotrzebnie zalega w bagażniku, tym razem też niepotrzebnie został w domu, w torbie, którą taszczę do pracy.

Z tym sobotnim robieniem co się chce znacznie przesadziłem. Znacznie częściej wykonuje się prace, które powinny być zrobione w poprzednich dniach tygodnia albo znacznie wcześniej. Jedna z żarówek na suficie w łazience wypaliła się już dawno, a druga właśnie wczoraj. Zawziąłem się i uzupełniłem braki, a także wyrzuciłem żarówkę, która dawała zbyt żółte światło. Zrobić coś dla domu, nawet taki drobiazg, to nie tylko satysfakcja, ale szacunek ze strony małżonki.

W sobotę można także nic nie robić, czyli coś napisać. Tak, bo cóż to jest za robota to pisanie! Trochę jednak trzeba się napracować intelektualnie. Skończyłem trzy odstawione teksty, a zacząłem jeden. Chciałem nostalgicznie napisać o końcu lata. No cóż, zatkało mnie przy doborze wyrazów w trzeciej zwrotce. Mam tylko tyle:

Żegnaj zieleni w liściach zaklęta

W letnim areszcie chlorofilowym,

Będę o tobie w zimie pamiętać

Czekając z wczesną wiosną odnowy.

Żegnaj brzemienny zbożowy łanie,

Wnet ciebie w chlebie świeżym powitam,

Ty na rodzinnym stole zostaniesz

Letnim wspomnieniem pszenicy, żyta…

Jasne, że wiem o czym dalej pisać, nawet pointę mam w głowie, ale… no, ale! Słusznie pomyślałem, że trzeba się pokrzepić dobrym tekstem i muzyką, posłuchać niekwestionowanych mistrzowskich wykonań. Wyłapałem kilkanaście, nastrój odpowiedni powstał, ale nie na kończenie mojego tekstu! Przed chwilą słuchałem Jacquesa Brela „Ne me quitte pas” i chyba zabiorę się do układania polskiego tekstu.

Nie zostawiaj mnie,

Nie giń w czasu mgle.

Na razie mam tyle. Może to wystarczy na dzisiaj