Zaznacz stronę

Obudziłem się o zwykłej porze, to znaczy około czwartej. Dokładnie nie wiem, ale to nie ma znaczenia. Nie zerwałem się od razu, po co miałem wstawać, kiedy jest niedziela pozwalam sobie na odrobinę lenistwa. Dopiero po kilku chwilach podniosłem swoją osobowość, przeciągnąłem się jak kot i spojrzałem przez okno na mroczny jeszcze świat…

Było biało! Sypał śnieg, samochody przed domem zasypane. Mój oczywiście nie, bo przecież mogłem zwierzaka trzymać w posprzątanym garażu. Boże! Jaki ja byłem przezorny, aż wierzyć mi się nie chce. Kilka miesięcy musiałem odczekać, żeby w pół godziny wynieść, wyrzucić albo przesunąć zbędne przedmioty. Opłacało się, ale…

Tak, jest jakieś ale, pewna wątpliwość. Zauważyłem na śniegu ślady, które nie wyglądały mi na kocie. Jeśli kuna szykuje sobie spanie na silniku mojego auta, to gorzej niż codzienne czyszczenie karoserii i szyb na wolnym powietrzu. Dwa lata temu wygryzła mi izolację spod maski. Oby tylko tyle, bo niektóre strasznie lubią kable.