Siadłem i napisałem, chociaż wcale nie miałem zamiaru. Po całym dniu jestem padnięty, myśli ulotne wyfruwają mi z czupryny. Tradycyjnie nie skończę tekstu… To znaczy, dzisiaj nie skończę!
Chciałbym, mój Boże, żyć nieco łatwiej,
Lecz stale wpadam w studnię utrapień,
Pewnie musiałem z kimś byt pomylić,
Bo prześladuje mnie wciąż pesymizm.
Już me istnienie stało się smutkiem,
Dni są za długie, lata za krótkie.
Los mi różowe skradł okulary,
Wiedzę niepewny przyszłości zarys.
W ulewie szlochów kroki wydłużam,
A gdzie nie stanę tam łez kałuża,
Już zachlapany mam grzbiet i spodnie,
Nie jestem w stanie stóp wyżej podnieść.