Choinka już stoi, inna niż zwykle, bo zrobiona przemysłowo, a nie przez naturę. Kupiłem ją z kilku powodów, a jednym z nich było to, że nie muszę się wysilać z ustawianiem, pionowaniem i nie mam dłoni upaćkanych żywicą, a rąk nie pokłułem igłami drzewka. Jestem zwolennikiem żywej choinki, ale obecna sytuacja wymaga pójścia na ustępstwa utylitarne. Przygotowanie do Bożego Narodzenia także wymaga rozsądku.
Dzisiaj kupiłem prezenty, też poszedłem na łatwiznę, bo nie namyślałem się zbyt długo, jedynie zapłaciłem za karty podarunkowe. Jest oczywiste, że one znajdą się w całym towarzystwie drobiazgów, ale zwolniony byłem z główkowania co komu kupić i co nie zostanie przyjęte z wątpliwym entuzjazmem. Rozsądek dyktuje niewydawanie pieniędzy na zbędne upominki.
Przygotowanie do świąt to także zakupy spożywcze. Trochę już tej odświętnej paszy mamy. Trzymać się należy zasady, że żołądek to rozsądek. Jeśli czegoś nie ma w lodówce lub w zapasach, to tego nie będzie na stole, a w konsekwencji w sadełku.