Weekend zbliża się drobnymi kroczkami. Te kroczki mam dobrze ukierunkowane, jutro czyli w piątek powinienem skończyć zabawę z garażem. Ładna mi zabawa, robota, której nie lubię. Muszę posadzkę doprowadzić do stanu bezpiecznego użytkowania. Niestety czas zrobił swoje, a komunistyczny beton jest mniej twardy od ideologicznego.
Coś w weekend będę robić, nie muszę się martwić o wypełnienie wolnego czasu. Takowego mieć nie będę. Nie ukrywam, że spać mi się chce, więc może do głowy przychodzi mi taki oto koszmarny tekst:
Wieczór zza chaszczy głowę wynurzył,
Księżyc półgębkiem zza chmur spogląda
Siedzi kostucha i fajkę kurzy,
Z niej nad polami mgła się rozciąga.
Na głazie mokrym kostucha siedzi
W jej pustej czaszce myśl diabła krąży,
Musi w noc całą wielu odwiedzić,
Jak ma do rana z robotą zdążyć?