Wczoraj wieczorem, takim prawdziwym, czyli około 21:30 wracałem z pobliskiego sklepu. Jeśli piszę, że z pobliskiego sklepu, to trzeba się domyślić w jaki sposób wracałem – pieszo. Nie znaczy wcale, iż nieraz wracam samochodem, a to w przypadku kiedy przyjeżdżam od strony Tarnowskich Gór. Nie tak dawno jeszcze celowo podjeżdżałem, bo pobocza były nieutwardzone i w niepogodę stawały się błotniste. Do rzeczy jednak, nie o tym chciałem napomknąć.
Już niejednokrotnie przy różnej okazji w rozmowach prywatnych, w bardziej społecznych debatach, a nawet w internecie stwierdzałem, że ulica Wolności w Zbrosławicach jest torem wyścigowym dla oszołomów. Policja dosyć skutecznie wybija kierowcom z głowy chęci szybkiego dojechania do celu. Między innymi funkcjonariusze drogówki stoją z „suszarką do włosów” pod naszym domem. Najczęściej łapią takowych, którzy szusują 70 – 80 km/h. Ten, który śmignął obok mnie musiał mieć jakieś 2 razy tyle, bo zanim zorientowałem się, co się dzieje, on był już na wysokości straży pożarnej. Do tego wył silnikiem i strzelał rurą wydechową. Podejrzewam, że mógł to być weekendowy kierowca, młody i bardzo doświadczony rajdowiec, bo prawko dostał miesiąc temu.