Wczoraj pojechałem do Psar, czyli jak mawia Agnieszka – do Witusia. Niby tak, on jest główną atrakcją, on zdominował harmonogram dnia tej rodziny. Inna sprawa, że niepełny jeszcze dwulatek jest komunikatywny i można z nim porozmawiać. W jego polszczyźnie, ma się rozumieć.
Wracając wstąpiłem do Zielonej, gdzie maszerując przybrzeżną ścieżką zatęskniłem za Mazurami. Tak mi się zrobiło wakacyjnie, przyfrunęły wspomnienia, a nawet zachciało mi się popływać. Na chęci jednak zakończyłem swe zapędy, ale do głowy wpadł taki motyw, którego być może nie zrealizuję:
Martwą taflę jeziora
Wiatr znad lądu przeorał,
Orszak trzcin się zadziwił,
Że ktoś martwą ożywił.
Widząc takie nowiny,
Zaszemrały te trzciny
Cichym śpiewem nimf wodnych
W letni wieczór pogodny.