Do porażki należy się przyznawać, nie wolno szukać usprawiedliwienia. Już bardziej dopuszczalne jest przemilczenie, ale ono wchodzi do pamięci niczym robactwo i pogłębia niezadowolenie z siebie.
Wielkiej tragedii nie ma, rzekłbym, ze w ogóle mówienie o tragedii jest bezsensem, bo chodzi o błahą sprawę. Zacząłem pisać tekst i wydawało się, że pójdzie jak po maśle. Poszło, lecz masło musiało być zjełczałe, gdyż pisałem niestety nie to, o co mi chodziło. Dlatego bez skrupułów wymazałem nieudacznictwo, zostawiłem dwie pierwsze zwrotki. Teraz wcale nie jestem pewnie, czy to będą pierwsze, czy pójdą po kolei, a może jedynie zostanie ta pierwsza?
Zostawiam rozbabrany tekst, pojadę na siłownię i coś w tym czasie wymyślę. Niedzielna siłownia zwykle poprawia kondycję i humor, a przede wszystkim daje możliwość odskoczni od komputera.
Ja, wiatrokształtny, jestem na niby,
Chłodny, za chwilę cieplejszy nieco,
Oddech z daleka, bezbarwny przybysz,
Wykonujący efekty lecąc.
Wśród drzew głaszczący koron listowie
Albo tarmosząc ich czupryn gęstwę
Mogę w tragedię przemienić powiew,
I zrównać z glebą niejedno miejsce.