Po dzisiejszym badaniu humor mi się poprawił. Nie chodzi o wynik, bo ten dopiero jutro mi pokażą, ale mam z głowy jeden z etapów leczenia. Przez okno w Śląskim Centrum Chorób Serca świat był szary, prawie czarny jak klawiatura mojego laptopa. Napisałem kilka teksów, oto jeden z nich:
Splin
Patrzysz w ponurość, mgłę i smutek,
W otaczające brudy aury,
Na krajobrazy jak wyplute,
Na takim tle czujesz się marny.
Gryzie cię generalnie niechęć,
Jak po strzyżeniu włos za karkiem,
Nazywasz swe istnienie pechem,
I ciągłych niepowodzeń pasmem.
Oczy nie łapią żadnych zalet,
Jakby się koniec świata zbliżał,
Miłość nie cieszy nawet wcale,
Pogoda ducha w stałych niżach.
Jak w tych warunkach można istnieć
W obskurnej bańce mętnych mydlin,
Gdy z dnia na dzień nadzieja brzydnie,
Myślisz, że diabeł ostrzy widły.
Co robić? Otwórz oczy wreszcie,
Spoglądasz w Hades swego wnętrza
Sam jesteś kupką małych nieszczęść
I twoje ego cię zamęcza.