Zastanawiam się nad dwiema nocami, czyli dzisiejszą i tą sprzed 44 lat.
Dwie noce
Ponura dawna noc, ktoś do drzwi pięścią walił,
Następnie śnieży czas i mroźny jak Arktyka,
W pośpiechu inny ktoś bibuł nie zdążył spalić,
To nie był głupi żart, więc gardła strach zatykał.
Choć było dawno tak, że się wydaje nieraz
Jakoby był to sen, a nie ofiary krwawe,
Ale w soczewce łez wspomnienie nie umiera,
Po biegu tylu lat, choć chcą je straszyć nawet.
Dzisiaj beztroska noc, do drzwi nikt nie zastukał,
A potem nastał dzień grudniowy, przedświąteczny,
Wśród szaroburych mgieł, w nieznane szła nauka,
Że może wrócić płacz, problemów zwał odwieczny.
Stukanie wszystkich serc, tych polskich życia chętnych,
Do drzwi, gdzie wolna myśl w celi nieuwięziona,
Ma obowiązek dziś dziejowe znieść przekręty,
Powinna zabrać głos, by coś zostało po nas.